W 1988 roku w Polsce nie było wydawanych zbyt wiele komiksów. W średniej wielkości mieście człowiek czekał by w kiosku RUCHu pokazały się jakiekolwiek historie posiadające obrazki z dymkami i czasami coś się pojawiało.

Dobrym punktem, jeśli chciało się poczytać coś była biblioteka, w której można było znaleźć stare komiksy położone na kupie grubości ok pół metra i wertowane przez dziesiątki dzieciaków: Kajko i Kokosze, Kleksy, Tytusy, Antresolki.

W mojej bibliotece nie było Relaxów czy choćby Kapitanów Żbików, mimo iż te wydane zostały dość dawno, być może nie przetrwały czasu i dzięsiątków wypożyczeń. Na nie natknąłem się znacznie później.

Odbiegając trochę od tematu, patrzcie jak ważną rolę może pełnić biblioteka publiczna w małym mieście, ba.. nie tylko w małym.

Na tej pustyni złożonej z kiosków RUCH-u, bibliotek publicznych oraz antykwariatów, pojawiło się czasopismo-kwartalnik pt. „Komiks” mający status dodatku do popularnego wtedy pisma „Fantastyka”. W nim znalazły się nowe serie m.in: Funky Koval i Yans- jego tom pierwszy „Przybysz z przyszłości” Grzegorza Rosińskiego i Andre Paula Duchateau, któremu chciałbym poświęcić tu chwilę. Obecnie ten tom ma tytuł „Ostatnia wyspa”.

Historię Yansa poznałem gdy ten pojawił się na zniszczonej wojnami Ziemi. Przemierzał pieszo zimne pustkowie powtarzając: „Mam na imię Yans,.. Mam na imię Yans” , jakby chciał zapamiętać to kim jest przechodząc przez jakieś nieznane doświadczenie-zapewne transfer w czasie. To pierwsze kadry, na których pojawia się ten bohater.

Zaraz po tym łapią go strażnicy z pobliskiego miasta, jedynego które pozostało po wielkiej wojnie by następnie zaciągnąć go do miasta i na powrót w mroźną okolicę by tam Yans przypomniał sobie kim jest. Strażnicy poddają go testowi i wypuszczają dużego, dziwnego zwierza, którego główny bohater instynktownie zabija strzelając mu w oko. Jak sie okazało to byl jedyny słaby punkt zwierzęcia. Ten szczegół pozwala strażnikom osądzić, że Yans tylko udaje zaniki pamięci. Yans postanawia im uciec. Przychodzi mu na pomoc Orchidea, mieszkanka okolicznych ruin po zniszczonej cywilizacji. Dalsze losy to już wspólne przygody Yansa i Orchidei….więcej nie będę już spoilerował a opowiem czym wyróżnia się ta seria. A przynajmniej postaram się uchwycić pierwszą jej część i co mi sie tam podobało:

Kolor i efekt wow.

Akcja komiksu dzieje się na popsutej przez ludzi Ziemi, zimno, lód, ruiny, pył w powietrzu lub gęste chmury, brnie się przez tą atmosferę kartka po kartce czując to wszechobecne zimno i nieprzyjazną atmosferę by co jakiś czas dostać na kolejnej stronie lub kadrze ładnie wprowadzony landszaft z kwitnącymi roślinami, bujną zielenią, zwierzętami i beztroskimi ludźmi. Jest to uczta dla oka. Efekt „wow” taki jak w Polsce na wiosnę gdy mija zimowa szaruga i nagle ktoś włącza kolory. Tak samo tu Grzegorz Rosiński i Andre Duchateau przełączają nas nagle na pełną paletę barw. Efekt jest tak mocny, że te obrazki pamięta się długo po premierze komiksu i przyjemnie się to później przegląda nawet znając dalszy przebieg zdarzeń. W moim przypadku minęło z pewnością więcej niż 30 lat i nadal do tego wracam.

Kolory.

Te są zawsze odpowiednio dobrane. Rysownik znakomicie operuje światłem, odcieniami, barwą. Kolory różnia się w zależności od tego gdzie znajdują się bohaterowie. Jeżeli jest to wewnątrz miasta to czytelnik od razu wie gdzie jest i łatwo jest mu to sobie wyobrazić. Podobnie na zewnątrz, w strefie relaksu są tak połączone, że czujemy się zrelaksowani. 

Kolory biora także udzial w operowaniu przestrzenią, są wykorzystywane do pokazywania co jest dalej a co bliżej.

Kolory są narzędziem w przekazywaniu emocji towarzyszących bohaterom. Gdy ci są przypiekani (patrz obrazek dalej) przez publiczność siłą woli to postacie mają czerwone tło. Inne tło w tym samym miejscu jest gdy gra się jeszcze nie rozpoczęła. Warto to zauważyć. Żadko spotyka się taki poziom operowania kolorami w komiksie jak tu.

Rysunek i kadrowanie.

Postacie nie są nudnymi gadającymi głowami. Daje się zauważyć, że G.R jest w szczytowej formie rysując Yansa. Łatwo operuje kadrami jak fachowy filmowiec. Każda strona komiksu to wielorakość rzutów: z bliska , z daleka, postacie patrzą na siebie, to oczami Yansa, to oczami innych bohaterów, ma się wrażenie jakby było się w środku akcji. Rysownik wyraźnie ciągnie ten komiks w górę. Dodatkowo co jest w stylu Rosińskiego znajdziemy tu szereg różnorakich twarzy. Każda twarz jest znakomicie dopasowana do swojego charakteru. Anatomia jest na tak wysokim poziomie, że nie sposób wychwycić jakiekolwiek błędy- mistrz, mistrz który po prostu bawi się rysunkiem i demonstruje swoją potęgę jak wprawny pływak, który zna wszystkie style i przegoniwszy konkurentów pokazuje jakimi możliwościami dysponuje. Wysoki poziom rysunków szczególnie widać w Więźniu Wieczności cz. II Yansa gdy główny bohater walczy z Rabnixem o prawo pobytu na Ardeli. To jest po prostu arcydzieło co się tam dzieje!

Układ kadrów.

Niby takie nic ale .. no właśnie. Każdy kadr ma swoje miejsce i wielkość. Moim zdaniem są tu kadry spinające, zwracające uwagę na niektóre szczegóły i wszystkie w jakimś nie przypadkowym porządku i poprowadzone z zamysłem, jakby zaprojektowane przez inżyniera rysunku i psychologii.

Scenariusz

Komiks YANS „Ostatnia wyspa” ma genialny scenariusz. Jest bardzo tajemniczy, nie wiadomo do końca kim jest Yans, mimo tego że jest to wyjaśnione w komiksie to czytelnik nie jest pewien czy to prawda i żyje w przekonaniu, że będzie odkrywał kolejne elementy zagadki jak w „XIII” Vance’a. Dodatkowo to co sprawia, że się to miodnie czyta mimo niesprzyjającego krajobrazu jest dynamiczna akcja. Autorzy przenoszą nas co rusz w inne miejsce: mroźna kraina – miasto- wielka pajęczyna- góry Świetliste. Komiks także obfituje ciekawymi pomysłami jak „Gra Kolektywna”, duże roboty humanoidy, pająki- jakby autorzy przewidzieli niektóre rzeczy z przyszłości. Bohaterowie komiksu a także statyści i osoby drugoplanowe nie są puste, każdy z nich ma osobowość. Z pewnością komiks ma dzięki temu niezapomniany klimat.

Reasumując: w Yansie – „Ostatniej wyspie” a także i kolejnych autorstwa duetu Rosiński – Duchateau jest bardzo wiele dobrego co składa się na całościowy , niepowtarzalny klimat tej serii, jakiego nie znalazłem chyba nigdzie indziej.

Dlatego komiks polecam. W jakiejkolwiek wersji: polskiej , francuskiej, stare wydanie z wydawnictwa „Komiks” czy nowe zbiorcze, w tym także krótką historię pt. „Wieża rozpaczy” będącą w tym samym tonie i tak myślę, że z pewnością aż do 5-tego numeru tą serię. Jest świetna!

Piotr

Zacytowane obrazki pochodzą z Yansa wyd. „Komiks”. Umieszczenie ich w artykule miało na celu wyłącznie recenzję. Artykuł nie służy celowi zarobkowemu.

Dodaj komentarz

Trendy