O Dylanie Dogu kupuję komiksy regularnie z różnych wydawnictw. Nawet wziąłem kiedyś jeden egzemplarz będąc w Rzymie po włosku nie rozumiejąc ni ząb tego języka a jedynie śledząc obrazki tego co się tam działo. Wziąłem go bo była tam historia, w której Dylan spotyka m.in ptaka Dodo. Pomyślcie jakie wrażenie mogło by wywołać na Was takie spotkanie z wymarłym ptakiem no i Wy go odkrywacie na nowo… to i kupiłem ten egzemplarz. Sam pomysł ogóle na całość tej opowieści był bardzo ciekawy i odczytałem cały komiks.

Ale dziś będzie o innej części, nie mniej ciekawej, wydanej w Polsce.

Quwertyngton. Akcja zaczyna się gdy do Dylana przychodzi klientka, żeby ten rozwiązał jej sprawę. Od jakiegoś czasu dostaje ona bowiem puste pocztówki bez treści od swojej zaginionej córki z tajemniczego miasteczka o nazwie brzmiącej jak leniwie wpisane hasło z klawiatury: Quwertyngton.

Miasteczko wydaje się być wymyślonym. Co więcej zmienia ono swoją lokalizację gdy próbuje się je wyśledzić. Dylan odnajduje pod znaczkami przyslanych pocztówek ukryte prośby o pomoc, jakby córka klientki chciała ukryć te wiadomości przed kimś niepożądanym. Dylan postanawia więc odwiedzić to miasteczko i odnaleźć dziecko.

Po przyjeździe do miasta okazuje się, że jest w nim pełno przyprawiających o dreszcze przerażających świrów, a może nie. Może za tymi dziwnymi ludźmi kryje się jakaś tajemnica. Jaka to wyjdzie w tresci.

Ponadto pojawiają się dziwne osoby, tu dalej nie zdradzam tajemnicy kto konkretnie żeby nie robić spoilerów, ale na tyle dziwne że można się poczuć bardzo nieswojo gdy się taką spotka na swojej drodze.

Ww. obrazek pochodzi z Dylan Dog „Qwertyngyon”, str. 19.

No i trzeba czytać już bardzo uważnie od tego momentu, gdy następuje spotkanie z tymi dziwymi osobami, gdyż będzie dosłownie jeden kluczowy taki, od którego, gdy nie włączymy myślenia to nie zauważymy, że autorzy komiksu nas wywiedli w pole jak profesjonalni iluzjoniści i wymanewrowali tak by zaśmiać się na końcu z nas przedstawiając naprawdę zaskakujące zakończenie.

Za to lubię właśnie serię o Dylan Dogu.

Ponadto komiks szybko się czyta. Rysunki są dość realistyczne. Lektura daje do myślenia i za każdym razem seria ma coś ciekawego do zaoferowania. A i jeszcze taka ciekawostka na koniec. Tylnią strona okładki skojarzyła mi się z Sopotem. Kto był ten z pewnością skojarzy. Komiks oczywiście gorąco polecam.

Dodaj komentarz

Trendy