Lata temu trafiłem na komiks „Blankets”, który chciałbym przypomnieć na łamach tego portalu. Wtedy zrobił na mnie wrażenie.

Ostatnio miałem okazję przeczytać go jeszcze raz by sprawdzić czy efekt zauroczenia tym komiksem minął tak jak niektórymi dotychczas przeczytanymi.

Autor w komiksie opowiada jak dorastał w małym, amerykańskim zahukanym miasteczku. Opowiadanie zaczyna się od jego dzieciństwa: szkoła w której męczyli go kumple, biedna rodzina, brat z którym musiał dzielić łóżko bo nie stać było ich rodziców na dwa osobne, surowy ojciec, zdarzenie z opiekunem dzieci o pedofilskich ciągotach i przede wszystkim bardzo natrętna, wszechobecna katolicka społeczność miasteczka. Wręcz ortodoksyjne otoczenie wymuszające na autorze – Craigu – wiarę katolicką przez naciski na udział w ich wszystkich świętach, prowadzenie pobożnego trybu życia, namowy nauczycieli by wybrał studia katolickie i na końcu by został pastorem. Wakacje także były wyjazdami w ramach ww. indoktrynacji na obozy organizowane przez społeczność katolicką podczas, których były odprawiane msze, czytano Biblię i śpiewano pieśni religijne.

Raz, w trakcie takich zimowych wakacji dziewiętnastoletni wówczas autor poznał dziewczynę imieniem Raina z innego miasteczka, z którą nawiązał bliską relację. Ta, po iluś tam wymienionych listach przerodziła się w miłość. Craig przyjechał do niej na dwa tygodnie i doszło do zbliżenia obu zakochanych nastolatków w jej rodzinnym domu.

Komiks oceniam jako bardzo dobry.

Podobało mi się przede wszystkim, że to prawdziwa, autentyczna, biograficzna historia. Autor bardzo szczegółowo opowiada o swoich osobistych sprawach opisując dom rodzinny, pierwszą miłość, relacje w szkole, z rodzicami, z bratem, nauczycielami. Powieść jest bardzo nostalgiczna. Wszyscy lubimy wracać do czasów z dzieciństwa gdy życie było beztroskie.

Poza autobiografią autora komiks ma jeszcze drugą i trzecią narrację, które Craig po cichu przekazuje czytelnikowi w tle. Druga to opowieść o upływającym czasie. Nic nie pozostaje takie jakim jest. Nie istnieje ” ..i żyli długo i szczęśliwie” zamiast tego jest opowieść o tym, że tak jak pojawiający się i znikający śnieg wszystko przemija.

Trzecia to morał – możesz być kim chcesz, tylko musisz chcieć. Do tego zaraz wrócę.

Tu uwaga spoiler. Jak komuś nie przeszkadza znajomość końcówki to proszę nie czytać dalej. Ja znałem ją za drugim razem i nie popsuło mi to wrażeń z komiksu… więc jak coś na własne ryzyko dalsza cześć artykułu

Wspomniałem o upływającym czasie i tak w komiksie jak w życiu idzie on do przodu. Przemija miłość autora do spotkanej dziewczyny, pali jej wszystkie listy i inne pamiątki, które od niej dostał -może miała na to wpływ dość znaczna odległość, która ich dzieliła albo po prostu nie było o czym gadać gdy każde pędziło do przodu w swoim własnym życiu z inną prędkością, po prostu to zgasło. Następnie Craig wyprowadza się z ortodoksyjnego miasteczka, od znienawidzonych kumpli, od pastora, rodziny i prowadzi swoje, niezależne życie takie jakie chciał- to a propo trzeciej narracji. Zostaje rysownikiem komiksów, pracuje dorywczo gdzieś daleko. Prowadzi wolne, inne życie od tego jakie planowali mu wszyscy, jakby zrzucił stary płaszcz i założył nowy na przywitanie świeżego śniegu. W komiksie często pojawia się motyw śniegu.

Książka zasługuje na uwagę właśnie przez te dodatkowe wątki. Pierwszy jest fajny jeśli ktoś szuka romantycznej opowieści o miłości nastolatków i ich życia ale to właśnie drugi nadaje sens tej krótkiej historii autora, w którego życiu nie wydarzyło się wg mnie nic nadzwyczajnego poza spotkaną miłością, może i miłością życia, podczas krótkich zimowych wakacji. Trzecii zaś dodaje szczęśliwe zakończenie do całości pokazując, że bycie kim się chce i na swoich warunkach nie jest niczym złym. A propo trzeciej ścieżki to należy wspomnieć, że Raina opiekuje się wraz z rodziną niepełnosprawnym rodzeństwem, które rodzina adoptowała w podzięce najwyższemu za to, że wszystko im się układało po ich myśli, więc dodatkowo się przez to zobowiązali,.. to też ciężkie pytanie czy warto się dociążać takim zobowiązaniem i czy człowieka stać, czy da radę by zrezygnować z siebie na rzecz kogoś innego, poświęcić swoje szczęście. Czy było to powodem dla którego sie rozstali?

W komiksie można także zauważyć próbę rozliczenia się autora z przeszłością gdy wspomina swojego brata i opowiada jak opiekun dzieci zabierał ich do pokoju sam na sam gdzie ich po prostu molestował, autor pyta sam siebie czemu nie pomógł bratu, pytanie czy mógł? Co każdy z nas mógłby zrobić w takiej sytuacji?

Na koniec chciałbym podkreślić, że komiks można odebrać na wiele sposobów, może to być dla kogoś doskonała historia miłosna wpleciona w zwykłe perypetie zwykłych rodzin, opowieść o trudnym dzieciństwie, o wierze, o dominacji kościoła, o ludziach, którzy wtrącają się w nasze sprawy i chcą byśmy byli tacy jak inni „pod linijkę”, o tym że wokół czyhają ludzie którzy mają różne niecne interesy,.. lub inaczej.

A jeszcze, może trochę o rysunku,.. kreska autora jest super. Dość minimalistyczna ale czytelna. Opowieść śledzi się bardzo płynnie jak i inne dzieła tego autora. Craig Thompson ma dobry styl. W trakcie komiksu można się czasami pośmiać ale także może zrobić się smutno, autor bowiem doskonale gra mimiką twarzy, sytuacjami,.. może dlatego, że są prawdziwe 🙂 , myślę że warto go kupować cokolwiek wyda. Z tego co narysował czytałem też „Habibi” i jest równie dobre.

Po latach komiks nadal mi się podoba choć zwracam uwagę na inne rzeczy.

Komiks polecam.

Piotr

Dodaj komentarz

Trendy