Parę miesięcy temu został przedstawiony światu nowy Thorgal pt. „Żegnaj, Aaricio”. Moim zdaniem najlepszy Thorgal od kilku lat.

Robin Recht, znany m.in. z polskiego wydania Conana, opublikowanego na łamach wznowionego czasopisma Relax, a później wydrukowanego w one – shocie (osobnym wydaniu) pokazał swoją klasę.

Co tu znajdziemy?

Przede wszystkim jest wyczekiwany od dawna klimat Thorgala: zapomniane już, charakterystyczne obrazy, które pochłaniało się będąc dzieckiem z wypożyczonego egzemplarza komiksu, wyczytanego do granic możliwości, posklejanego i opakowanego w sztywną, foliową okładkę z lokalnej biblioteki, wydanego jeszcze przez KAW a później Orbitę.

Otworzył się nowy rozdział, zupełnie unikalna i odosobniona ścieżka rozwoju postaci Thorgala, jakby alternatywnego głównego bohatera dając mu możliwość kontynuacji bez wszystkich wątków związanych z Aaricią.

Do tej pory było tak, że autorzy musieli kombinować jak zrobić by Thorgal wyrwał się wreszcie z domowych pieleszy i zaczął brać udział w przygodach: a to jacyś jeźdźcy napadli wieś, a to stracił pamięć i pomieszkiwał z Kriss bawiąc się w pirata, a to szukał odpowiedzi na męczące go pytania i wyruszał na jakieś samotne wyprawy.

A tu niespodzianka! Nowy autor, Robin Recht stworzył alternatywną postać nie obciążaną niczym i plastyczną na tyle by wsadzić ją w każdą niemalże przygodę. Wykorzystał do tego umiejętnie przeszłość by z niej następnie zrezygnować i na nowo osadzić postać Thorgala w znanym czytelnikom uniwersum.

Genialne! Nawet nie zadałem sobie nigdy pytania co by było gdyby to Robin Recht rysował Thorgala i był jednocześnie jego scenarzystą.

Thorgal Robina Rechta to prawdziwy człowiek z krwi i kości, posiadający uczucia, osobowość oraz doświadczenie. Świetnie widać to w dialogach i zachowaniu postaci.

Ponadto komiks ma kilka ciekawych rozwiązań.

Pusta strona w środku, o którą wszyscy pytają na forach, czy to aby nie błąd. Strona bez kadrów , która okazała się być stroną potrzebną by pokazać jak następuje przeskok w czasie. Czytelnik nie otrzymuje wtedy nic poza przerwą, czasem na reset swoich myśli przed kontynuacją historii.

Posłowie autora, trybut geniuszom i protoplastom Thorgala: Grzegorzowi Rosińskiemu oraz Jeanowi van Hamme`owi. Widać tu niewątpliwie klasę Robina Rechta i pokorę z jaką podszedł do wyznaczonego mu zadania w stworzeniu postaci Thorgala na nowo.

Wielkie litery, pojawiające się na kadrach i wędrujące przez kolejne strony, ukazujące rozchodzenie się głosu, potęgujące zdarzenie, walkę, że idzie coś wielkiego, ..wielkie RRR… RRR… , tak jak mityczne BOM, BOOM, BOOOM … w Conanie. Trochę brudnej kreski. Wielka nowa, czarna postać. To jak podpisy Robina Rechta w Thorgalu bez podpisu, gdyż patrząc na te obrazy nie sposób nie odgadnąć ich autora. Ogląda się to fascynująco!

Kupiłem tego Thorgala w miękkiej oprawie, dbając o swoje miejsce na półkach, za co dziękuję wydawcy, że zadbał także i o taką możliwość wyboru, choć nie wiem czy nie nabędę kolejnej wersji, być może powiększonej i twardej okładki gdyż klasa dzieła jest naprawdę powalająca.

A i przeczytałem już ten komiks kilkakrotnie, co mi się rzadko zdarza.

Komiks oczywiście polecam,

Piotr

Dodaj komentarz

Trendy