Niedawno trafiłem na pewne czasopismo, które już kiedyś , dawno temu gdzieś widziałem będąc jeszcze dzieckiem. O ile dobrze pamiętam przywiozłem jeden egzemplarz tej gazety z wycieczki w Anglii, z której to powycinałem następnie co ciekawsze komiksy. Dziś to byłaby zbrodnia gdyż to był sam Metal Hurlant. Ale tym razem, ten który trzymałem w ręku wydany był w języku polskim i to było w dodatku jako grube, opasłe 300-stronnicowe tomiszcze – a w nim mnóstwo publicystyki oraz ciekawych komiksów autorstwa dawnych i współczesnych mistrzów.

W jednym z numerów MH moją uwagę zwrócił komiks VUZZ Philippe Druilleta. Historia o wojowniku żyjącym z dnia na dzień w dziwnym świecie, pełnym popapranych postaci, mających różne niecne cele i to wszystko w jakimś wyimaginowanym krajobrazie przypominającym pustynię lub planetę Mars tuż przed tym zanim wygasło na niej życie.
Komiks moim zdaniem – wspaniały!
Po pierwsze- kreska, kreska i jeszcze raz kreska, biało czarna, bez przesytu, pełny minimalizm i narysowane tylko to co jest potrzebne. Niby rysunki powstałe od niechcenia a jednak każdy kadr jest albo wysoce przemyślany albo talent, kunszt rysującego był absolutnie genialny.

Fabuła – prosta. Vuzz to zabijaka, hulaka i marzy wyłącznie o podstawowych przyjemnościach. Nie myśli dużo. To egocentryczna postać- byleby on miał dobrze. Zabija gdy ktoś mu nie pasuje i bierze co chce. To postać na wskroś (nie) zła, idealnie wpasowująca się w świat, który przygotował my Philippe Druillet. Świat podstępny, surowy, o twardych regułach i jak wspomniałem już z dziwacznymi jeszcze gorszymi postaciami, które mają swoje niecne cele. Czytelnik śledzi Vuzza w świecie realnym ale także tym wyimaginowanym, który- uwaga- także ma swoje konsekwencje w tym realnym.
Mało tekstu i lekkość – komiks absolutnie nie jest przegadany. Autor dosłownie opowiada rysunkiem. Gdy zbliżają się nieprzyjaciele widać drgnięcie ręki w Vuzza w kierunku swojego miecza. Postacie mają osobowości już od pierwszych kadrów. Od razu widać, która jest zła a którą chciałoby się zabić bo coś knuje.
Krótkie historie składające się w jedną całość, z finalną, jakże zaskakującą końcówką podsumowującą jakby je wszystkie. Co tworzy swego rodzaju balladę o Vuzzie. Ta właśnie ostatnia historia znalazła się we wspomnianym Metal Hurlant 4, polskie wydanie, wydawnictwa Labrum. Pozostałe historie znalazłem w, o dziwo, dostępnym egzemplarzu pełnometrażowego komiksu, 128 stronnicowego pt. VUZZ, wydanego jeszcze w 2016 roku przez wydawnictwo KURC.
Komiks polecam. Komiks raczej jeszcze nie dla dzieci a dla starszego czytelnika z uwagi na znaczną ilość pornografii w tym dziele.
A i jeszcze jedno, komiks został wydany wg moich informacji w dwóch lub trzech wersjach okładek, o czym nie wiedziałem i zakupiłem drugą, sądząc że napotkam dalsze przygody Vuzza, ale niestety nie ma już tak dobrze i było to, to samo.

Piotr





Dodaj komentarz